poniedziałek, 30 lipca 2018

Philip Togni, Cabernet Sauvignon 1994, Napa, USA. Legendarny producent, legendary rocznik ale czy legendarne wino?

W dzisiejszym wpisie chciałbym czytelnikom przybliżyć jednego z legendarnych kalifornijskich producentów wina  - Philipa Togni (czyta się Filip Toni). W polskim internecie nie znalazłem nic na jego temat więc zakładam, że Togni jest kompletnie nie znany nie tylko polskim amatorom wina ale nawet osobom zawodowo zajmujących się winami jak dziennikarze, redaktorzy, sommelierzy czy handlowcy sprzedający wina. Kiedyś już pisałem, że znajomość kalifornijskich producentów i ich win w Polsce jest na żenująco słabym poziomie, dominują oklepane frazesy, banały, uprzedzenia, ignorancja lub generalizacje będące zwykłymi kłamstwami a opisywane wina w specjalistycznych magazynach czy internetowych portalach winiarskich to w najlepszym przypadku bardzo dobrze zrobione wina komercyjne z tzw. mainstreamu. Podsumowując jeśli chciałbyś drogi czytelniku/czytelniczko dowiedzieć się naprawdę ciekawych rzeczy o winach kalifornijskich, poznać wybitnych producentów i ich wina na światowym poziomie to pozostaje czytać głównie amerykańskie portale  internetowe jak Robert Parker Wine Advocate, Antonio Galloni Vinous czy Wine Spectator wraz z ich forami dyskusyjnymi oraz bazę win www.cellartracker.com.
Philip Togni jest z pochodzenia Anglikiem (podobnie jak inny legendarny kalifornijski producent Sir Peter Michael), który ukończył Uniwersytet w Bordeaux w latach 50-tych a pracę w winiarstwie kalifornijskich rozpoczął w 1959r. dla wytwórni Mayacamas. Następnie w latach 60-tych  był winemakerem dla czołowych ówczesnych wytwórni kalifornijskich jak Challone, Inglenook, Sterling czy Chappellet. Szczególnie udanym winem zrobionym przez Philipa Togni było Chappellet Cabernet Sauvignon 1969, które po latach zostało uznane przez sławnego krytyka Roberta Parkera za jedno z najwspanialszych win cabernet sauvignon kiedykolwiek wyprodukowanych w Kalifornii. Pisałem o tym wine we wpisie "10 legendarnych win Kalifornii".
Sukcesy odnoszone w produkcji win dla wyżej wymienionych producentów skłoniły Philipa do kupna ziemi i zasadzenia własnej winnicy. W 1975 r kupił około 10 hektarów w rejonie wzgórz Spring Moutain na północny zachód od doliny Napa. Posiadłość położona jest wysokości ok 700 m nad poziom morza (czyli jeszcze wyżej niż sławne wzgórze Pritchard Hill)  i można uznać, że produkowane tutaj wina odmiany cabernet sauvignon reprezentują "górskie" wersje kalifornijskich cabernet sauvignon, podobnie jak na przykład wina robione przez Randy Dunn'a w górach Howell czy wytwórni Ridge z winnicy Montebello w górach Santa Cruz. Taka wysokość, powyżej poziomu mgieł przychodzących od strony Oceanu Spokojnego wystawia grona na dłuższą ekspozycję słoneczną co pozwala uzyskać dojrzalszy surowiec do produkcji wina. Z kolei noce są na takich wysokościach zdecydowanie chłodniejsze niż na dnie  doliny Napa. Pierwszy rocznik Togni Cabernet Sauvignon to 1985. 
 
 Góry Spring Moutain



















Z uwagi na studnia enologiczne na uniwersytecie w Bordeaux, pod kierunkiem sławnego francuskiego enologa prof. Emila Peynaud'a  produkowane przez Philipa Togni wina, miały od początku styl win z bordoskiego rejonu Medoc (tzw. Lewy Brzeg), w degustacjach w ciemno trudno je odróżnić od najsłynniejszych win z takich apelacji jak Pauillac czy St.Julien.
Prawdziwą sławę dla produkowanego przez Togni'ego Cabernet Sauvignon przyniosły entuzjastyczne recenzje Roberta Parkera w pierwszej połowie lat 90-tych oraz degustacja w ciemno 12 win z Bordeaux i Kalifornii z wybitnego dla obu regionów rocznika 1990. W tej degustacji (w Brukseli) wino Togni Cabernet Sauvignon 1990 pokonało m.in. Maragux 1990, Mouton Rothschild 1990, Latour 1990 i Haut Brion 1990.
To był większy sukces niż wygrana Stag's Leap SLV 1973 w słynnej porównawczaj degustacji (Kalifornia - Bordeaux) w Paryżu w roku 1976 ponieważ w tamtej degustacji wina bordoskie pochodziły z roczników 1970 i 71, które nie były wybitnymi ani nawet bardzo dobrymi rocznikami w Bordeaux. Rocznik 1990 był natomiast bezdyskusyjnie "wielkim" szczególnie dla takich win jak Margaux, Haut Brion czy Latour a mimo to okazało się, że zdaniem uczestników tej degustacji  (głównie Francuzów i Belgów) Togni zrobił lepsze wino. Dekada lat 90-tych a szczególnie lata 1990-1997 to jest okres, w którym wino Togni Cabernet Sauvignon było jednym z najwyżej ocenianych czerwonych, wytrawnych win produkowanych na Ziemi. Jeśli nie wierzycie to poniżej podaję wam oceny punktowe przyznane przez Roberta Parkera, który moim zdaniem ma największe doświadczenie jeśli chodzi o porównawczą ocenę win europejskich i amerykańskich.
Togni vs czołowe Bordeaux w latach 90-tych oceny punktowe w skali 50-100pkt:
Rocznik         Togni Cabernet Sauvignon,   Chateau Latour,      Chateau Mouton Rotschild
1990                    96                                         95+                                    84
1991                    96                                         89                                      86
1992                    95                                         88                                      88
1993                    94                                         90                                      90
1994                    97                                         94                                      91
1995                    96                                         96                                      95
1996                    96                                         99                                      94
1997                    98                                         89                                      90
1998                    90                                         90                                      96
1999                    91                                         94                                      93
85-89pkt - bardzo dobre wino
90-95pkt - nadzwyczajne wino
96-100pkt - Wielkie wino
W swoim przewodniku po winach świata, Robert Parker we wstępie opisuje cechy jakimi powinny się charakteryzować Wielkie Wina, pierwszą opisywaną cechą jest "zdolność do zadowalania zarówno podniebienia jak i intelektu" poprzez wielowymiarowość pod względem smaku i aromatu. Wśród kilku klasycznych przykładów takich win wymienia właście Philip Togni Cabernet Sauvignon 1994.
Dodatkowo warto zaznaczyć że w książce The World’s Greatest Wine Estates Robert Parker wymienia 175 najwspanialszych winnic na świecie, z czego tylko 17 z rejonu Napa, wśród nich znalazła się winnica Philipa Togni.
To tyle jeśli chodzi o opinie Parkera o Togni'm i jego winach. 

  
Wino otworzyłem ok 4 godzin przed obiadem i przelałem do karafki aby pod wpływem dłuższego kontaktu z powietrzem "otworzyło" się po prawie 24 latach pobytu w butelce. Przed samym obiadem przelałem z powrotem do butelki i lekko schłodziłem do ok 18-19 st. C.
Wino ma kolor czarny z rubinowymi refleksami na krawędzi, aromat wina został zdominowany przez czarną porzeczkę oraz towarzyszące jej akcenty kawy i dymu. W smaku można wyczuć podwyższoną kwasowość, gładziutkie garbniki (tanina), fantastyczną równowagę, niczego nie ma w nim za dużo, alkoholu jest tylko 12,5%, czuć wspaniałą strukturę wina wraz z głębią smaku i długo otrzymujący się w ustach posmak a całość sprawia wrażenia jakby wino było z 2010 roku albo jeszcze młodsze a nie z 1994r. Pomimo tylu lat spędzonych w butelce (w tym prawie 6 lat w temperaturze pokojowej u mnie)  nie ma jakichkolwiek śladów starości czy przejrzałości a jedyną oznaką dojrzałości jest perfekcyjna integracja wszystkich elementów wina.
Przeglądnąłem swoje notatki i Togni 1994 najbardziej przypomina w smaku i stylu inne kalifornijskie wino z tego samego rocznika 1994 - Diamond Creek Volcanic Hill Cabernet Sauvignon z gór Diamond Mountain o którym w 2013 napisałem:
Kolor czarny z rubinową obwódką, nieprzeźroczysty, w bukiecie: wiśnie, czerwona porzeczka, skóra i tytoń, bardzo podobny do win bordoskich ale nie ma charakterystycznej dla wielu z nich "ziemistości". W smaku wysoka kwasowość, średnia budowa, niezbyt duży ekstrakt , tanina mięciutka, super równowaga, alkohol tylko lekko wyczuwalny, wysoki wskaźnik "potoczystości" ;-) Nie ma tutaj charakterystycznej dla win kalifornijskich, zdaniem niektórych naszych polskich degustatorów "dżemowatości". Wino raczej do picia z jedzeniem niż solo, w pełni dojrzałe bo nie widzę możliwości aby mogło stać się lepsze. Ocena ogólna 92 pkt.
A rok później w 2014:
Otworzyłem drugą butelkę, jeszcze lepsza tak na 94 pkt. Fantastyczna równowaga, idealna kwasowość, średni ekstrakt, czarna porzeczka , smoła i tytoń. Wchodziło jak woda po przebiegnięciu maratonu ;-) Perfekcyjnie dojrzałe wino, nic nie wystaje, nic nie drapie, lekko wytrawna końcówka, na mój gust gdybym przyniósł na degustacje Bordeaux nikt by w ciemno nie zgadł że to Kalifornia. Jak to mówią "Francja elegancja", obecnie wina kalifornijskie stawiam pod względem jakości na równi z Bordeaux co parę lat temu było nie do pomyślenia. Jak ktoś lubi cabernet sauvignon lub wina na bazie tego szczepu to Kalifornia jest obowiązkowym tematem.
Oba te wina czyli Togni 1994 i Diamond Creek Volcanic Hill 1994 w stylu  za bardzo przypominają wina z Bordeaux (na przykład Leoville Las Cases 1990 czy Grand Puy Lacoste 1996) i to jest trochę niepokojąca dla mnie sytuacja. Kalifornijski cabernet sauvignon powinien jednak bardziej się różnić od Bordeaux, nawet jeśli to są wina Bordeaux najwyższej klasy.
Philip Togni Cabernet Sauvignon 1994 oceniłbym na 93/100pkt, chociaż to nadzwyczajnej jakości wino jestem torchę rozczarowany bo spodziewałem się jeszcze lepszego wina, na razie najwyżej ocenionym przeze mnie winem wyprodukowanym w Kalifornii w roczniku 1994 jest Dalla Valle Cabernet Sauvignon.
   

Mam jeszcze Philip Togni Cabernet Sauvignon z rocznika 2010, który jest równie wybitnym rocznikiem w Kalifornii co 1994  ale to wino poczeka na otwarcie co najmniej do 2020 roku.

A tutaj coś ciekawego dla osób znających język niemiecki. Oceny kilku roczników Togni Cabernet Sauvignon oraz starszych roczników kalifornijskich i bordoskich producentów: http://mybestwine.ch/und-noch-ein-fuenfziger/
Tutaj znajdziecie również bardzo dużo ciekawych informacji na temat Togni Vineyard http://www.napawineproject.com/philip-togni-vineyard/

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Louis Martini, Cabernet Sauvignon 2010, Napa, USA. Najtańszy kalifornijski cabernet sauvignon jaki polecam do kupienia w Polsce.

Winiarnia założona (a jakże) przez Louisa Martini, w 1933r. jest jedną z najdłużej działajacych winiarni w północnej Kalifornii. Przez dziesieciolecia była to rodzinna firma i dopiero w 2002r. została sprzedana największej wytwórni wina w USA czyli firmie Gallo. Pomimo sprzedaży koncernowi Gallo, siedziba wytwórni nadal znajduje się w sercu doliny Napa pomiędzy okręgami St.Helena i Rutherford a bieżące zarządzanie należy do rodziny Martini. 
Winiarnia Louis Martini w latach 80tych i 90tych dostarczała amerykańskim konsumentom solidne wina, oznaczone po prostu apelacjami  Napa lub Sonoma ale z początkiem XXIw. straciła swoją silną pozycję na rynku i to było jednym z głównych powodów jej sprzedaży gigantowi Gallo, który miał zapewnić odpowiednie zaplecze finansowe i dystrybucyjne dla dalszego rozwoju. Jedną z innowacji od czasu przejecia przez Gallo było wprowadzenie na rynek wysokiej klasy wina z odmiany cabernet sauvignon, które miało być wizytówką wytwórni. To nowe wino oznaczono zostało jako Cabernet Sauvignon Lot No.1, Napa Valley i od rocznika 2007 osiąga bardzo wysokie noty, przykładowo za rocznik 2007 - 99pkt a za rocznik 2013 - perfekcyjne 100pkt, obie oceny w The Wine Advocate. Jeśli chodzi o ceny to na rynku amerykańskim, kosztuje zwykle 130-170 USD ale na przykład oceniony jako perfekcyjny rocznik 2013 kosztuje nawet 300-400 USD.
Sprawdziłem w polskim internecie i znalazłem trzy sklepy internetowe oferujace wina Louis Martini z podstawowej dla tej wytwórni serii czyli Cabernet Sauvignon oznaczonych apelacją Napa (ceny od 109 do 135zł) oraz apelacją Sonoma (85zł). Na rynku amerykańskim te wina kosztują w zależności od rocznika ok. 25-40 USD za wino z Napa i  ok. 15-20 USD za wino z Sonomy.
Pełny przegląd oferty win produkowanych przez Louis Martini znajdziecie na stronie internetowej: https://www.louismartini.com/Wines
Jeśli miałbym wam polecać to lepiej dopłacić te kilkadziesiąt złotych i kupić wino z apelacji Napa, które ma znacznie lepsze oceny niż z Sonomy.
Ja swoje dwie butelki Louis Martini Cabernet Sauvignon, Napa Valley rocznik 2010 kupiłem w sklepie FWS w Warszawie jeszcze w 2016r. po 90zł za butelkę.
Rocznik 2010 to jeden z najlepszych roczników w historii kalifornijskiego winiarstwa, więc wino kupiłem bez wahania tym bardziej, że wcześniej miałem możliwość spróbowania dokładnie tego wina na komentowanej degustacji 8 win kalifornijskich w 2014 w Warszawie przy okazji imprezy California Wine Festival i moim zdaniem było jednym z najlepszych win tamtej degustacji.
Pierwszą butelkę otworzyłem zaraz po zakupie, poniżej notka degustacyjna  z czerwca 2016r:
Doskonały cabernet, w zapachu i smaku krystalicznie czysta czarna porzeczka, dodatkowo (tak jak napisane na kontretykiecie) niuans tytoniu i ziół. Średnia budowa, bardzo kulturalne wino z lekką słodyczą w końcówce. Zupełnie nie czuć dość wysokiego poziomu alkoholu (14,5%), niezła kwasowość i ogólnie doskonale pasowało do pieczonego kurczaka. Pycha na 91/100 pkt.
Drugi plus jest taki, że wino kosztowało 90 zł w FWS i to jest "killer" biorąc pod uwagę, że w Niemczech to samo wino kosztuje ok 25 Euro w w USA ok 25 USD.
Kolejny raz potwierdziło się że rocznik 2010 jest niesamowity dla Kalifornii, wszystko co piłem było albo doskonałe albo rewelacyjne. 

   
 Po dwóch latach przyszła kolej na drugą butelke, po prawie 8 latach od zbiorów to wino powinno osiągnąć maksimum swoich możliwości więc dalsze dojrzewanie w butelce nie ma już sensu. Tym razem drugą butelkę wypiłem do pieczonych żeberek wieprzowych, młodych ziemniaków i sałatki z selera z rodzynkami.
Jeśli miałbym opisać wino z drugiej butelki to musiałbym powtórzyć w zasadzie to co napisałem 2 lata temu. Pewne minimalne różnice to dodatkowy niuans jeżyn i dość wyraźna tanina, która wynika z charakteru rocznika 2010 w Kalifornii, który dał wina taniczne, skoncentrowane i o podwyższonej kwasowości. W ogóle nie czuć jakiegoś "przegrzania" czy "ugotowanych/usmażonych" owoców, za to całość jest w dość miękkim kalifornijskim stylu i tak klasyczne dla odmiany cabernet sauvignon jak to tylko możliwe. W połaczeniu z tłustymi żeberkami, wspaniale prezentowała się struktura wina, która była solidna i autentyczna, a kwasowość była idealnie równoważona delikatną słodyczą w koncówce wina oraz rodzynkami w sałatce z selera;-) Całość oceniam podobnie jak 2 lata temu na 91/100pkt. 
   
Moim zdaniem to wino jest z jednej strony tak dobre i klasyczne dla wysokiej jakosci cabernet sauvignon z doliny Napa a z drugiej tak odległe od stereotypu wina kalifornijskiego lansowanego w Polsce (czyli przegrzanego, zbyt alkoholowego, niezrównoważonego, męczącego i bez osobowości) przez różnych krytyków winiarskich i inne osoby z branży winnej, że jesli będziecie mieli okazje kupić to wino, szczególnie z rocznika 2010 lub innych wybitnych roczników jak np. 2012 czy 2013, to ani chwili się nie wahajcie i kupujcie. Będziecie mieli namiastkę i pewne wyobrażenie tego jak wspaniałe potrafią być wina z cabernet sauvignon z  regionu doliny Napa kosztujące kilka razy drożej niż to Louis Martini Cabernet Sauvignon. Podobnej jakości cabernet sauvignon z Kalifornii jakie są dostępne w Polsce z takich wytwórni jak Hess, Pine Ridge, Freemark Abbey, Emblem są droższe o kilkadziesiat złotych, jeśli wiec dla kogoś ważny jest stosunek cena do jakości to Louis Martini wypada najlepiej i z czystym sumieniem go polecam.
W tym roku zamierzam opisać na blogu przykład fenomenalnego cabernet sauvignon z naprawdę WIELKIEGO kalifornijskiego rocznika - 1994, po dwudziestu czterech latach dojrzewania. Będzie to albo Dalla Valle albo Philip Togni, także ten pyszny cabernet od Louis Martini to na razie tylko rozgrzewka przed fajerwerkami.
 












niedziela, 27 maja 2018

Chateau Pape Clement 2006, Grand Cru Classe Pessac-Leognian. Kolejny real deal kupiony w Polsce.

To wino jest świetnym przykładem na to, że przy pewnej dozie szczęścia, uporu i chęci można kupić w Polsce drogie, klasyfikowane (grand cru classe) wino z Bordeaux po okazyjnych cenach. Pisząc "okazyjne ceny" mam oczywiście na myśli nie ich bezwzględną wysokość tylko ich cenę w polskich sklepach w relacji do cen tego samego wina w sklepach w Europie Zachodniej. Na ogół zasadą jest, że drogie wina z regionu Bordeaux są sprzedawane w Polsce w cenach od 50% do 100% wyższych niż w sklepach internetowych w Europie Zachodniej.  Czyli na przykład wino z Bordeaux, które można kupić w cenie detalicznej 75 Euro (w przeliczeniu ok. 320zł) w Niemczech czy Francji, w Polsce bedzie kosztowało od 480 do 650 zł w zależnosci od chciwości importera i chciwości właściciela sklepu. W przypadku jeszcze droższych win wiele razy spotkałem się z jeszcze wyższym przelicznikiem, na przykład za wino kosztujace w Europie Zachodniej 100 Euro, w Polsce żądano 1000 zł. Kilka razy jednak miałem okazję kupić doskonałe wina bordoskie w Polsce w cenach porównywalnych lub nawet niższych (!!) niż w sklepach we Francji czy Niemczech. W Polsce takimi miejscami były dwa hipermarkety w Warszawie: Carrefour Reduta i Leclerc na Ursynowie oraz sklepy sieci Lidl. O ile w w Lidlu  i Leclerc Ursynów dalej zdarzaja się doskonałe okazje cenowe na Bordeaux (szczególnie w Leclercu) o tyle od roku 2016 w Carrefour Reduta, znacznie ograniczono ofertę na drogie Bordeaux i promocyjne hity cenowe własciwie się skończyły. 
Chateau Pape Clement 2006 kupiłem właśnie w 2016 w Carrefour Reduta, kiedy na półce zostały dwie ostatnie butelki tego wina. Oryginalna cena 599zł za butelkę nie była zła jak na realia rynkowe w Polsce (o których wspomniałem na początku), biorąc pod uwage, że to wino na Zachodzie kosztuje od 100 Euro w górę. Cena ta została obniżona najpierw do 499zł a następnie do 399zł za butelkę. Przy tym poziomie to było taniej niż ceny detaliczne we francuskich sklepach i to już był hit cenowy. Niemniej jednak nawet po 399 zł ostatnie dwie butelki "nie chciały się sprzedać" pomyślałem więc, że pójdę do dyrektora sklepu i spytam czy sprzeda mi te dwie butelki po dodatkowo obniżonej cenie. Po ile to niech zostanie już moją tajemnicą. W każdym razie gdyby dyrektor się zgodził to miały problem dwóch drogich i "niesprzedawalnych win" z głowy. No i się zgodził !!! Kupiłem dwie ostatnie butelki Chateau Pape Clement z bardzo dobrego dla tej wytwórni rocznika 2006 wyraźnie taniej niż pokazuje internetowa wyszukiwarka win www.wine-searcher.com w jakimkolwiek sklepie na świecie dla tego wina.

 
Pisząc te słowa sprawdziłem dla własnej ciekawości czy obecnie jakieś sklepy internetowe w Polsce oferują Chateau Pape Clement z jakiegokolwiek rocznika w sprzedaży i po jakiej cenie. Jeden sklep miał Pape Clement 2011 za 599zł, inny sklep ten sam rocznik 2011 za 699zł...
Chateau Pape Clement położone jest w bordoskiej apelacji Pessac-Leognan, która jako jedyna częściowo  obejmuje tereny winnic leżących bezpośrednio w granicach miasta Bordeaux!
Pięć najlepszych win apelacji to:
- Chateau Haut Brion,
- Chateau La Mission du Haut Brion, 
- Chateau Pape Clement
- Chateau Smith Haut Lafitte
- Chateau Haut Bailly
Pierwsze dwa to super gwiazdy  Bordeaux.
Osobom, które chciałyby się dowiedzieć znacznie wiecej o bordoskiej apelacji Pessac-Leognan słynącej z doskonałych win czerownych i najlepszych białych wytrawnych Bordeaux polecam artykuł na stronie Wine Cellar Insider prowadzonej przez Jeff'a Leve: https://www.thewinecellarinsider.com/bordeaux-wine-producer-profiles/bordeaux/graves-pessac/
Wracając do Chateau Pape Clement warto wspomnieć o dwóch faktach, po pierwsze że posiadłość wytwarza nie tylko bardzo cenione wina czerwone ale również w mikroskopijnych ilosciach wybitne białe Bordeaux, które są jednymi z najlepszych  w  regionie.
Drugim wartym wspomnienia faktem jest to, że konsultantem w produkcji win jest Michel Rolland (znienawidzony przez anty-parkerowców i różnych wine-freaków), dzięki któremu posiadłość radykalnie podniosła jakość swoich win od 1993 kiedy kierownictwo w chateau przejął bajecznie bogaty Bernard Magrez i zatrudnił właśnie Rollanda. Od lat 90-tych a szczególnie od 2000r. Pape Clement zajmuje stablilną pozycję w czołówce najlepiej ocenianych win regionu Bordeaux i to zarówno czerownych jak i białych a mowa o regionie słynącym z generalnie wysokiej jakości win, liczącym jak się szacuje około 5 tys. winnic.

Chateau Pape Clement 2006 otworzyłem około 5 godzin przed obiadem i przelałem do dekantera aby pod wpływem dłuższego kontaktu z powietrzem miało czas się "otworzyć" i pokazać  swoje możliwości. Przed samym obiadem przelałem wino z powrotem do butelki. Wino zrobiono w 52%  z odmiany merlot i  48% z odmiany cabernet sauvignon.
 

Po solidnym przewietrzeniu nie było śladu po początkowym ziemistym niuansie (charakterystycznym dla wielu win z Pessac-Leognian), zapach po 5 godzinach zrobił sie czysto owocowy i skórzany: likier z czarnej porzeczki, śliwki, czereśnie i skóra. W smaku doskonała ale nie przytłaczajaca kwasowość, dająca winu rześkości, dobra koncentracja, długi kwaskowy posmak. Chociaż podobne opisy możecie przeczytać w notkach degustacyjnych Bordeaux kosztujacych powiedzmy 25-50zł, jednak to co odróżnia takie dość tanie masowo produkowane Bordeaux od takiego wina jak np. Pape Clement to jest autentyczna a nie "plastikowa" faktura wina, długo utrzymujący się posmak w ustach, doskonała struktura, której nie mają tanie Bordeaux i ogólna harmonia. To jest bezbłędnie zrobione rasowe i eleganckie Bordeaux, chociaż brak mu wyjątkowej złożoności, masywności i intensywności aby zasłużyć na jeszcze wyższą notę. Świetnie pasowało do pieczonego karczku wołowego z sosem pieczeniowym, pieczonymi ziemniakami i sałatką z selera z rodzynkami. Ocena ogólna 92/100pkt.

Gdy wino pochodzi z winnicy posiadajacej znakomite terroir, dobrego lub bardzo dobrego rocznika i jest zrobione przez fachowców pokroju Michela Rollanda to różnicę w stosunku do tanich Bordeaux widać jak na dłoni, nawet jeśli te drugie są bardzo dobrymi komercyjnymi winami. Inna sprawa to różnica cenowa miedzy tymi pierwszymi a drugimi, która w Polsce jest zbyt duża. Jedynymi tańszymi winami Bordeaux jakie (moim zdaniem) są w stanie konkurować jakościowo z klasyfikowanycmi winami (grand cru classe) są Reignac Grand Vin lub tańsze Chateau de Reignac, które od czasu do czasu były dostępne w warszawskim Leclerc Urysnów. Przy czym Reignac 2010/11/12  kosztowało ostanio kiedy było dostepne 89zł a Chateau de Reignac 2010 - 49zł, więc to i tak nie są tanie wina.

Korek zachował się w idealnym stanie, pomimo że samo wino nie było przechowywane w idealnych warunkach (sucho i dość wysoka temperatura)

wtorek, 27 marca 2018

Saxum, James Berry Vineyard Bone Rock Syrah 2003, Kalifornia. Wino z innego świata.

Tekst długi ale myślę, że warto przeczytać do samego końca ;-)

Tak się przypadkowo złożyło, że w tym roku wpisy na blogu poświeciłem wyłącznie winom zrobionym ze szczepu syrah, raz był to syrah w wydaniu francuskim a dwa razy w wydaniu australijskim. Jednak północna cześć Doliny Rodanu i południowa Australia to nie jedyne miejsca, w których powstają najwspanialsze na świecie wina oparte o szczep syrah (po australijsku shiraz), wielką trójkę uzupełnia środkowe wybrzeże Kalifornii. Pewnie większość osób czytających ten tekst się zdziwi bowiem Kalifornia w Polsce kojarzy się raczej z odmianami cabernet sauvignon, zinfandel czy chardonnay ale obecnie moim zdaniem jest zupełnie bezspornym faktem, że najlepsze kalifornijskie wina zrobione z syrah mogą śmiało konkurować w dowolnym miejscu, w dowolnym czasie i na dowolnych warunkach z najsłynniejszymi, najdroższymi i najbardziej poszukiwanymi winami syrah/shiraz z Francji i Australii. Gdyby zrobić powtórkę słynnej degustacji paryskiej z 1976r, w której wina z cabernet sauvignon i chardonnay z Kalifornii pokonały swoje odpowiedniki z Francji tylko tym razem porównać wina z syrah to kalifornijskie wina znów by mogły wygrać.
Jakie wina ze szczepu syrah i jacy producenci z USA są najlepsi i mogliby śmiało konkurować  z czołówką Francji i Australii?
Najsłynniejszym o niepodważalnie kultowym statusie nr 1 jako producenta win z syrah (ale również grenache i mourvedre) w Kalifornii i szerzej w USA ma winiarnia Sine Qua Non. Co roku produkuje kolekcję win o niezwykłych i niepowtarzalnych nazwach* (na samym dole przykłady), które są rozchwytywane na pniu przez bogatych kolekcjonerów, amatorów i najdroższe restauracje głównie z USA. Oprócz Sine Qua Non innymi quasi kultowymi producentami ze środkowego wybrzeża Kalifornii szczególne obszaru Paso Robles (mniej więcej pośrodku pomiędzy San Francisko a Los Angeles)  produkującymi fenomenalnej jakości wina z odmian rodańskich (syrah, grenache, mourvedre) są:
 - Saxum (James Berry Vineyard Proprietary Red, James Berry Vineyard Bone Rock Syrah, Broken Stones Syrah)
- Alban Vineyards (Lorraine Vineyard Syrah, Seymour's Vineyard Syrah, Pandora Grenache, Reva Estate Syrah ), 
- Booker Vineyard (Fracture Syrah, The Ones Syrah, My Favorite Neighbor Proprietary Blend),

Poza środkową Kalifornią wybitnymi winami syrah produkowanymi w północnej Kalifornii są:
- Colgin Cellars ( IX Vineyard Syrah),
- Kongsgaard  (Hudson Vineyard Syrah),
- Donelan Family (Obsidian Vineyard Syrah, Richard's Vineyard Syrah),
- Ramey Cellars (Rodger's Creek Vineyard Syrah),

Wracając do Saxum.
W 1980r  rodzice Justina Smitha przeprowadzili się z San Diego i w rejonie Paso Robles (podokręg Willow Creek AVA) kupili winnicę na której uprawiali odmianę chardonnay. Jednak już pod koniec lat 80-tych  John Alban (o którym wspominam poniżej) przekonał Jamesa Berry Smitha aby zastąpił chardonnay odmianami rodańskimi czyli syrah, mourvedre i grenache, które są odpowiedniejsze dla klimatu Paso Robles. Po ukończeniu collegu i powrocie do rodzinnej winnicy Justin Smith zaczął pracować w winnicy ojca a następnie podjął decyzje aby samemu robić wino pod nazwą Saxum Vineyards.
Już od pierwszego rocznika 2000, wyprodukowane przez Justina Smitha wina osiągnęły doskonałe opinie zarówno wśród konsumentów jak i najbardziej wpływowego amerykańskiego krytyka winnego Roberta Parkera. Niemniej jednak przełomowy dla Saxum był rocznik 2007, za który flagowe wino wytwórni - James Berry Vineyard Proprietary Red będące mieszanką grenache 41%, syrah 31% i mourvedre 28% otrzymało notę marzeń czyli 100/100 pkt od Roberta Pakera w 2009r. a dodatkowo zostało uznane przez magazyn Wine Spectator za najlepsze wino na świecie w 2010r. O ile w pierwszych latach, wina wytwórni Saxum sprzedawały się znakomicie i miały szybko powiększające się grono swoich wielbicieli to otrzymane od R.Parkera i magazynu Wine Spectator wyróżnienia sprawiły, że na punkcie win wytwórni Saxum rozpętało się istne szaleństwo wśród amerykańskich amatorów wina, szczególnie tych którzy najbardziej lubią wina zrobione z syrah i grenache.
Obecnie Justin Smith wraz z Manfredem Kranklem (właścicielem Sine Qua Non) i Johnem Albanem (właścicielem Alban Vineyards) określani są jako Rhone Rangers (Rhone - ang. Rodan) należą dla supergwiazd amerykańskiego winiarstwa a ich wina mogą stanowić ozdobę każdej kolekcji win. Ta trójka producentów robiących wina z tradycyjnych odmian rodańskich czyli syrah, grenache, mourvedre może również śmiało konkurować jeśli chodzi o uznanie wśród konsumentów, z kultowymi producentami najbardziej poszukiwanych win z cabernet sauvignon z rejonu Doliny Napa w północnej Kalifornii.
Zachecam do obejrzenia w poniższym linku krótkiego filmiku z gali magazynu Wine Spectator, na której krótką autoprezentacje wygłosił Justin Smith:
 http://video.winespectator.com/play/id/1363196391001/name/Saxum_James_Berry_Wine
Justin Smith w wytwórni Saxum produkuje obecnie osiem różnych win, z których cztery:
- James Berry Vineyard Proprietary Red
- James Berry Vineyard Bone Rock
- Broken Stones
- James Berry Vineyard Rocket Block
wytwarzane są z gron rodzinnej winnicy James Berry Vineyard. Wyczerpującą informacje na temat wszystkich win a także winnic, z których korzysta Justin Smith produkując wina w Saxum znajdziecie na stronie producenta: https://www.saxumvineyards.com/wines/james-berry-vineyard
 To tyle tytułem wstępu o samym producencie w kontekście kalifornijskiego winiarstwa.

Przechodząc do samego wina czyli Saxum Syrah James Berry Vineyard Bone Rock 2003, Paso Robles.
Udało mi się je kupić w 2015r. wraz z Saxum James Berry Vineyard Proprietary Red 2005 (oba na zdjeciu) w jednym ze sklepów z winami za granicą. W Polsce wina Saxum nigdy nie były, nie są i najprawdopodobniej  nigdy nie będą dostępne. W Europie najlepszą ofertę win Justina Smitha mają angielskie sklepy internetowe.
 
Grona do produkcji Bone Rock pochodzą z 4 akrowej części (parceli) winnicy James Berry o ekspozycji południowej i ułożonej tarasami, w której glebie doskonale są widoczne olbrzymie skamieniałe kości ssaków morskich (prawdopodobnie wielorybów?) sprzed wielu milionów lat, zresztą cała winnica James Berry położona jest na glebie wapiennej przemieszanej z ogromną ilością skamieniałych szczątek zwierzęcych sprzed milionów lat oraz kamieni i zwykłych skał.

Na pierwszym planie parcela Bone Rock z rzędami krzewów posadzonych na sztucznie zrobionych tarasach.




 Saxum Bone Rock w roczniku 2003 to mieszanka 88% syrah, 8% grenache i 4% mourvedre.  Tak samo jak w Europie rocznik 2003  był wyjątkowo gorący również w Kalifornii i wielu producentów nie poradziło sobie w trudnych warunkach produkując wina o przemęczonym stylu, suchej taninie i gorzkawym posmaku. Justinowi dzięki swoim talentom i odpowiedniemu terroir winnicy udało się uniknąć błędów innych producentów.
Krótki opis Saxum Bone Rock rocznik 2003 od samego Justina Smitha: 
For those unfamiliar with the Bone Rock Syrah, the majority of the fruit comes from the Bone Rock Block at our James Berry Vineyard. The vineyard is located within the Templeton Gap, a low point in the Santa Lucia Mountains that allows the cool maritime breezes to moderate the temperatures. The Bone Rock block is a steep hillside that in 1990 we used jackhammers to carve out a four acre, stepped terrace vineyard in the almost solid calcareous soil, unearthing fossilized whale bones in the process. There are three main factors that make the Templeton Gap such a unique growing region. The deeply fractured shale limits the growth of the vines, and in turn produces miniscule amounts of extremely concentrated wine. The huge diurnal fluctuations coupled with the extremely high calcium content of the soils allow the fruit to retain its natural acidity, even when picked at full physiological ripeness. What you end up with is a wine that wears its weight well, remaining balanced despite its huge concentration. The 2003 Bone Rock, like its siblings the Rocket Block and Broken Stones, is a wine of great density and explosive fruit, yet also has a sense of elegance and balance that is rare among wines of such concentration. It is immensely pleasing to drink now, yet will continue to gain in complexity as it ages, if you can keep your hands off it.
Wino otworzyłem około 2 godziny przed obiadem i przelałem do karafki. Niestety nawet po 2 godz. Saxum Bone Rock 2003 było niczym czarny monolit z filmu "2001 Odyseja Kosmiczna" po prostu nie do ruszenia. Czarne jak atrament, zamknięte i niedostępne ale i tak można było wyczuć gargantuiczny poziom koncentracji. Zbliżony poziom koncentracji i podobną monolityczną osobowości spotkałem kiedyś w jeszcze jednym winie, też kalifornijskim -  Shafer Relentless, Syrah/Petite Sirah 2009. Majac na uwadze olbrzymi potencjał tego wina i to, że mimo ponad 2 godzin kontaktu z powietrzem wino się nie otworzyło (w sensie smaku), postanowiłem resztę butelki ponownie zakorkować i zostawić w lodówce na następny dzień.
Zarówno w niedzielę jaki i poniedziałek wypiłem je do pieczonej perliczki w otulinie ze słoniny jak możecie zobaczyć na zdjeciu.
 
Następnego dnia, wino po ponad 24 godzinach kontaktu z powietrzem było zdecydowanie bardziej przystępne o kaszmirowej fakturze, koncentracji nadal niczym z innego świata, soczystości i intensywności aromatów owocowych - jeżyn i morwy oraz słodkim posmaku. Nie ma w nim miejsca na subtelności czy wyrafinowanie ale obezwładnia swoją siłą, masywnością i intensywnością. To jest przykład winiarskiego tour de force. Pamiętam że takiego rodzaju wina Robert Parker opisywał w swoim "Przewodniku po winach świata" dla rocznika 1947 w bordoskiej apelacji Pomerol wtedy gorący rocznik dał bajecznie skupione, intensywne i najbardziej skoncentrowane wina w historii Bordeaux (Petrus, I'Eglise-Clinet, Lafleur, Latour a Pomerol). Nie mam nic przeciwko takiemu stylowi i nie uważam żeby był gorszy niż wyrafinowane wina np. z apelacji Margaux. Całość oceniam "tylko" na 96/100pkt, dostałoby więcej gdyby nie kwasowość, która była trochę zbyt niska (taki urok rocznika) aby zrównoważyć intensywną słodycz owoców i ogromny ekstrakt a także bardzo wysoki poziom alkoholu (15,7%), który trochę mi przeszkadzał, aż w końcu schłodziłem wino do około 15 stopni i do pewnego stopnia załatwiło to problem.
To nie jest wino dla każdego (pomijam kwestie cenowe) ale idę o zakład, że nawet osoby którym się ten styl nie podoba zapamiętałaby to wino do końca życia. Niewiarygodne przeżycie.

 

Poniżej dla zainteresowanych zamieszczam link do wywiadu z Justinem Smithem:
 http://www.jsfashionista.com/justin-smith-saxum-vineyards-interview/

* najciekawsze moim zdaniem nazwy win z wytwórni Sine Qua Non, w nawiasach ocena Roberta Parkera:
- Mr K The Straw Man Vin de Paille, Semillion 2002  (98/100)
- Piranha Waterdance, Syrah 2014 (100/100)
- Stockholm Syndrome, Grenache 2010 (100/100)
- The 17th Nail In My Cranium, Syrah 2005  (100/100)
- On Your Toes, Syrah 2001 (99/100)
- Just for the Love Of  It, Syrah 2002 (100/100)
- Poker Face, Syrah 2004  (100/100)
- No Name As Of Yet, Grenache 2010 (99/100)






wtorek, 6 marca 2018

Penfolds Bin 128 Coonawarra Shiraz 2012. Najtańsza wejściówka w świat najlepszego australiskiego producenta wina.

Tytuł  dzisejszego wpisu powinien być bardziej precyzyjny ale nie chciałem żeby był zbyt długi ;-)
Po pierwsze, moim zdaniem Penfolds to jest najlepsze w Australii przedsiębiorstwo produkujace czerwone wina a po drugie Penfolds produkuje tańsze wina od tytułowego Bin 128, które również można kupić w Polsce. Niemniej jednak tańsze serie jak dość powszechnie dostępne Rawson's Retreat (cena ok 50zł)  czy Konunga Hill (cena ok 70zł)  chociaż są poprawnie zrobionymi komercyjnymi winami to jednak nie mają w sobie nawet śladu charakteru najlepszych (i równoczesnie bardzo drogich) win marki Penfolds. Mogłyby spokojnie uchodzić za anonimowe czerwone australijskie wina z dowolnej masowej wytwórni. Inna sprawa, że w stosunku do ich możliwości ceny powinny byc znacznie niższe, moim konsumenckim zdaniem Rawson's Retreat powinien kosztować nie wiecej niż 35 zł (ok 10 dolarów) a Konunga Hill pewnie max ok 45 zł i to byłoby odzwierciedlenie cenowe ich poziomów jakościowych.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z serią wyższej kategorii win do której zaliczyłbym: Bin 128 Coonawarra Shiraz, Bin 138 Shiraz Mourvedre Grenache czy Bin 2 Shiraz Mourvedre. To są wina kosztujące w przedziale 100 - 150zł i różnica w stosunku do Rawson's Retreat czy serii Konunga Hill jest na tyle wyraźna, że w tej kategorii można już mówić o jakimś charakterze i śladzie stylu firmy Penfolds. Przy okazji festiwalu win australijskich a także przy okazji innych imprez winiarskich miałem możliwość kilkakrotnie spróbować Bin 128, Bin 138 oraz Bin 2 i moim zdaniem najlepsze z nich jest właśnie Bin 128. 
Bardziej znane i poszukiwane wina Penfoldsa są na tyle drogie, że przygniatającej większości konsumentów (zwłaszcza w Polsce) nie stać na ich kupno.  Na przykład Bin 389 Cabernet Shiraz (czasami określane jako baby Grange) to koszt ponad 300 zł, RWT Shiraz (moim zdaniem właśnie to wino zasługuje na tytuł baby Grange albo vice Grange) to koszt 700-800 zł, Bin 707 Cabernet Sauvignon to koszt ponad 1500zł a ostatnie roczniki kultowego Penfolds Grange Shiraz wyceniane są w Polsce na ponad 3000 zł.
Jeśli ktoś chciałby spróbować jak smakuje jakość i charakter wina według firmy Penfolds a nie może pozwolić sobie na zapłacenie kilku setek za Bin 389 czy RTW, nie mówiąc o tysiącach za Grange to gorąco polecam Penfolds Bin 128 Shiraz.
Ja swoją butelkę z rocznika 2012 kupiłem kilka lat temu na wyprzedaży za ok 90 zł w sklepie Fine Wines & Spirits na pl. Bankowym w Warszawie (sieć ta obecnie nie istnieje). Bieżące roczniki Bin 128 możecie łatwo odnaleść w sklepach internetowych działajacych w Polsce.
Do firmy Penfolds mam ogromny sentyment, dla mnie to jest synonim najwyższej jakości wina z Australii.  
Grange Shiraz rocznik 1995, Bin 707 Cabernet Sauvignon rocznik 1996, RWT Shiraz rocznik 2005 zaliczaja się do najlepszych win jakie w życiu wypiłem a spróbowane na degustacji win australijskich w 2015 w Warszawie -  Penfolds RWT Shiraz rocznik 2012 moim zdaniem zmiotło całą konkurencję na tej imprezie. To jest po prostu światowa ekstraklasa.
 
Wracając do Bin 128, wino jest produkowane przez Penfolds od rocznika 1962 z gron zbieranych z regionu Coonawarra odznaczajacego sie chłodniejszym klimatem niż np. dolina Barossa, z której pochodzą grona shiraz dla Grange czy RWT. Chłodniejszy klimat w połączeniu z glebą typu - terra rossa (czerwona) na podłożu skał wapiennych oraz dojrzewaniem  Bin 128 w beczkach z francuskiego dębu daje zaskakujacy jak na wino z gorącego kraju efekt. To jest połączenie  wyrafinowania, kompaktowej budowy oraz znanej mi ze znacznie droższych win Penfolds luksusowej faktury wina przypominającej dotyk bardzo drogiej puchowej poduszki pokrytej delikatnym aksamitem. Wino ma podwyższoną kawasowość, dużo ładnie zintegrowanej taniny i bardzo dobry ekstrakt.  Zapach jest bardzo intensywny, jak świeżo zgniecionych w dłoni jeżyn i borówek. Całość sprawia wrażenie i tak też smakuje jakby wino było w rzeczywistosci znacznie droższe. Właśnie z tego powodu a także dlatego, że nie przypomina trochę "plastikowych" Konunga Hill i Rawson's Retreat uważam,  że to jest najtańsze wino Penfolds, które warto kupić a także wino, które daje jakieś pojecie o stylu i wielkości najlepszych win tej wytwórnii.  Moja ocena 91/100 pkt.
 
15 marca 2018 odbędzie się w Warszawie kolejna edycja festiwalu (w tym dużej publicznej degustacji) win australijskich, nie wyobrażam siebie żeby na niej zabrakło Penfoldsa. Każdego odwiedzajacego tę imprezę zachecam aby szczególnie dużo czasu poswięcił marce Penfolds a szczegolnie takim winom jak Bin 128, Bin 389 i jesli będzie dostępne to również RWT Shiraz.
Tutaj pełna informacja: https://www.austrade.gov.au/local-sites/poland/news-and-events/informacja-prasowa-degustacja-win-australijskich
Tutaj formularz zgłoszeniowy na publiczną degustację: https://www.austrade.gov.au/Local-Sites/Poland/News-and-Events/Event-registrations/individual-form-registration


niedziela, 18 lutego 2018

Wolf Blass, Shiraz Platinum Label 2004, Barossa. Czy australijski shiraz jest lepszy od syrah z francuskiej Doliny Rodanu?

Pierwszy raz miałem okazję spróbować wina australijskiej wytwórni Wolf Blass (której założycielem w 1966 był niemiecki emigrant Wolfgang Blass) w 2013 podczas festiwalu wina zorganizowanego przez Centrum Wina. Pamiętam, że podczas tej imprezy otwartych do degustacji było co najmniej sto kilkadziesiąt różnych win i  niemożliwoscią było spróbowanie większości z nich, ani czas ani żoładek ani nawet podniebienie nie pozwoliby mi na to. Założyłem sobie, że spróbuję (bez wypluwania)  maksymalnie 20 najbardziej interesujących mnie win. Wiedziałem że najdroższym winem dostępnym do spróbowania będzie Wolf Blass Cabernet Sauvignon Black Label 2005 i zostawiłem je sobie na koniec. Wierzcie albo i nie ale to wino było tak fantastyczne i tak wyraźnie lepsze od innych win jakie wcześniej na tej imprezie spróbowałem (a starałem się spróbować 20 najlepszych), że nawet gdybym nie wiedział, że to najdroższe wino na tej imprezie to i tak uznałbym je za lepsze o co najmniej jedną klasę od całej reszty. Niesamowita koncentracja, długość, struktura, głębia a przy tym perfekcyjna równowaga wyróżniały je z całego tłumy innych win. Oczywiście chciałem je kupić ale problemem była cena, która wtedy wynosiła 500zł. Na szczęście w styczniu 2014 Centrum Wina miało szaloną promocje cenową na wina z poszczególnych krajów i podczas promocji na wina australijskie kupiłem z 40% rabatem Wolf Blass Cabernet Sauvignon Black Label 2005 i nieco droższe Shiraz Platinum Label 2004.
Ceny win australijskich w Polsce na szczęście są niewiele wyższe niż w Europie Zachodniej czy na rynku australijskim, różnica poniżej 20% jest dla mnie jako klienta jeszcze do przełkniecia. Natomiast w sytuacji gdy mogę kupić wino australijskie z 40% rabatem, to płacę taniej niż australijczycy we własnym kraju. Tak też było z tymi winami od Wolf Blassa, kupiłem je taniej niż pokazywały strony internetowe sklepów z winem w samej Australii. Cóż prawdziwy real deal ;-)
Wytwórnia Wolf Blas nie jest tak znana jak Penfolds, Torbreck, Clarendon Hills lub Henschke, jednak o klasie produkowanych przez nią win świadczy to, że od roku 1966 wina Wolf Blass zdobyły 10 tysięcy australijskich i miedzynarodowych nagród i wyróżnień. Tak wiem, że większosć takich konkursów (szczególnie międzynardowoych)  jest niewiele warta ale konkursy w samej Australii na najlepsze wina danego rocznika są traktowane bardzo poważnie i prestiżowo. Uznawana ze najbardziej prestiżową nagrodę w Australii i bardzo trudną do zdobycia Jimmy Watson Trophy wytwórnia Wolf Blass zdobyła aż czterokrotnie za swoje Cabernet Sauvignon Black Label ( w 1974,75,76 i 1999r.) 
W 1998r Wolf Blass wyprodukował pierwszy rocznik swojego flagowego (najlepszego) wina opartego wyłącznie o odmianę Shiraz. Filozofia produkcji Platinum Label Shiraz była podobna jak dla najlepszego wina wytwórni Penfolds czyli Grange, oba wina nie były produkowane z gron pochodzących z jednej winnicy (tak jak np.Henschke Hill of Grace Shiraz czy Greenock Creek Roennfeldt Road Shiraz) ale skupowane od  właścicieli winnic, którzy uzyskali najlepszej jakości grona w regionach Barossa i Eden (Wolf Blass) lub Barossa i McLaren (Penfolds Grange). Nastepnie w samej wytwórni winemaker Chris Hatcher  tworzył wino o stylu najbardziej charakterystycznym dla wytwórni Wolf Blass. Od rocznika 2008 zmieniono jednak filozofie produkcji Platinum Label Shiraz i podobnie jak Henschke czy Greenock Creek przyjęto zasadę, że grona do produkcji pochodzić będą wyłacznie z jednej winnicy w tym przypadku Orchard Vineyard w Medlands Estate w samym sercu doliny Barossa. 
Wracając do rocznika 2004, tutaj możecie przeczytac informacje techniczne na temat tego wina: https://www.wolfblass.com/~/media/Files/WolfBlass/Tasting-Notes/Platinum-Label/Wolf-Blass-Platinum-Label-Shiraz-2004-Tasting-Notes.pdf
Rocznik 2004 w południowej Australii, był jednym z najlepszych w poprzedniej dekadzie. Wiele czołowych wytwórni jak np. Greenock Creek, Henschke, Penfolds czy Chris Ringland wyprodukowały fantastyczne wina, które obecnie, po kilkunastu latach w pełni objawiają swój oszałamiający potencjał. 
Wolf Blass Shiraz Platinum Label 2004.
Wino otworzyłem około 2 godz. wcześniej i przelałem do dekantera a przed samym obiadem schłodziłem do około 18 stopni (lekko chłodne). Wino pachnie głównie śliwkami i jagodami, zapach jest intensywny i ciężki, piłem je z dość dużych i szerokich kieliszków, które używam do win zrobionych z odmiany syrah/shiraz. Od razu można wyczuć, że zostało zrobione z super dojrzałych owoców.
Jednak to nie zapach czy ilość aromatów w zapachu (śliwke i jagody można wyczuć również w winach za 25 zł)  decyduje o "magii" takiego wina. Już pierwszy łyk pozwala wyczuć, że nie mamy do czynienia ze zwyczajnym komercyjnym winem sprzedawanym w masowej ilości. Fantastyczna koncentracja i konsystencja, pełna budowa o doskonałej równowadze, w ogóle nie czuć 14,5% alkoholu,  braku lub zbyt wysokiej kwasowości. Przełykając pierwszy łyk czuć na podniebieniu strukturę, głębię a następnie długość posmaku jaki zostaje w ustach. Pojawia się efekt, który nazywam "osadzaniem się na zębach". Jest "szersze" niż skupione Cabernet Sauvignon Black Label 2005 ale mimo to zachowujące elegancki styl, wynikający ze starzenia w beczkach z francuskiego dębu i wynifikacji prowadzonej pod kierunkiem winemakera Chrisa Hatchera. Autentyczna pluszowa faktura wina nie do pomylenia z "plastikowymi" shirazami za kilkadziesiąt złotych. Chciałbym podkreślić, że nie jest to jakiś na siłę zrobiony "karykaturalny" przesłodzony potworek z gorącego rocznika w gorącym regione Barossa. Nic z tych rzeczy, nawet słodycz owoców jest jakby wycofana i akcent położono na "chłodnym" ale pełnym taniny cywilizowanym eleganckim stylu. Musze przyznać, że bardzo przypominało mi zarówno Penfolds Grange, które miałem kiedyś przyjemność wypić jak i pod pewnymi względami poprzednio opisywane na moim blogu Chapoutier Le Meal Syrah 2000. Jeśli chodzi o ogólną ocenę to nie byłym w stanie ocenić, które wino jest lepsze czy rodańskie Chapoutier Le Meal czy Wolf Blass Shiraz Platinum Label dlatego oceniam je na taką samą wysoką ocenę czyli 95/100pkt.
Na jednym z blogów ktoś ostatnio pytał czy 100zł otwiera bramę do winiarskiego raju? Niestety nie, za niebo w gebie trzeba zapłacić znacznie więcej niż 100zł, chociaż w tym przypadku dużą ulgą był 40% rabat od ceny regularnej;-)

   





poniedziałek, 22 stycznia 2018

Chapoutier Ermitage Le Meal 2000. Wielkie Wino z Doliny Rodanu.


Dolina Rodanu obok Bordeaux i Burgundii jest najważniejszym regionem winiarskim Francji. Co roku te trzy regiony toczą walkę o palmę pierwszeństwa w produkcji najlepszych win danego rocznika we Francji. Wiekszość miłośników wina w Polsce na pewno kojarzy wina z Doliny Rodanu z winami oznaczonymi jako Cotes du Rhone, które są powszechnie dostępne we wszystkich dużych marketach czy sklepach specjalistycznych. To są dobrej jakości, codzienne wina, których cena w Polsce waha się od ok 17 do 35 zł.
Jednak region rodański ma znacznie wiecej do zaproponowania niż smaczne wina na poziomie Cotes du Rhone czy trochę lepszej Cotes du Rhone Villages. Czołowe wina produkowane są pod oznaczeniem takich podregionów - apelacji jak np. Chateaneuf du Pape, Cote Rotie i Hermitage.  Najlepsi producenci z tych trzech apelacji zaliczają się z automatu do najlepszych producentów wina w całej Francji.
 W apelacji Hermitage, która powierzchniowo stanowi tylko bardzo mały wycienk północnej części Doliny Rodanu do czołówki najlepszych producentów zaliczają się M.Chapoutier, J.L.Chave, Jaboulet-Aine i Delas Freres.  Najsłynniejsze wina apelacji w przypadku wina czerwonych to:
- Chapoutier Ermitage Le Pavillon
- Chapoutier Ermitage Le Meal
- Chapoutier Ermitage L'Ermite
- J.L. Chave Hermitage
- J.L. Chave Hermitage Cuve Cathelin
- Delas Freres Hermitage Les Bessards
- Paul Jaboulet-Aine Hermitage La Chapelle     
 Z powyższej listy łatwo zauważyć dwa fakty a więc, że prawie połowę najlepszych win apelacji Hermitage produkuje Chapoutier a także to, że jego wina oznaczone są jako Ermitage.  Zresztą Michel Chapoutier produkuje nie tylko najlepsze wina Hermitage ale i wina w innych rodańskich apelacjach, które zaliczaja się zwykle do ścisłej czołówki w każdej z nich. Przykładami niech będą:
- Chapoutier Barbe Rac w apelacji Chateaneuf du Pape
- Chapoutier Les Varonnieres w apelacji Crozes-Hermitage
- Chapoutier La Mordoree w apelacji Cote Rotie
- Chapoutier Les Granites w apelacji St.Joseph
Jednak prawdziwymi perłami czy też diamentami w koronie Michela Chapoutiera są wina Hermitage produkowane z pojedyńczych działek (parcel) ze stromych stoków bezposrednio nad Rodanem zarówno jeśli chodzo o białe jaki i czerwone Hermitage.

Parcele należące do M.Chapoutiera w apelacji Hermitage
 









Rzeka Rodan w rejonie Hermitage i strome stoki pokryte winnicami














Czerwone wina Hermitage od M.Chapouteira produkowane wyłącznie ze szczepu syrah bardzo często opisywane są jako potężne, pełne taniny wina, o wspaniałej strukturze, egzotycznym charakterze, i zdecydowanej osobowości, które potrafią dojrzewać nawet przez 50 lat! Jeśli ktoś jest zainteresowany większą iloscia informacji na temat win produkowanych przez Michela Chapoutiera z apelacji Hermitage to znajdzie je tutaj i tutaj .
Od kilku lat importerem win Chapoutiera do Polski jest firma, www.101win.pl , o której mogę napisać że jest jednym z niewielu miejsc w Polsce, w którym kupując wina nigdy nie miałem uczucia, że przepłacam. Jak na warunki polskiego rynku wina ceny mieli i dalej mają bardzo uczciwe.
 Niemniej jednak około 10 lat temu w Polsce nikt nie oferował win Hermitage produkowanych przez Chapoutiera i kiedy nadażyła się okazja, że mogłem je kupić w rewelacyjnie niskich cenach w niezawodnym jeśli chodzi o okazje cenowe niemieckim sklepie Champa Vins to nie wahałem się ani chwili. Bodajże w 2007 roku kupiłem Le Pavillon 1996, Le Meal 1997 i Le Meal 2000.
Le Pavillon 1996 i Le Meal 1997 wypiłem kilka lat temu a ich zdjecia możecie zobaczyć poniżej.
Wczoraj otworzyłem ostatnie z tej trójki czyli Ermitage Le Meal 2000
Le Meal podobnie jak Le Pavillon i L'Ermite produkowana jest przez Chapoutiera w mikroskopijnych ilościach, po ok 5000 butelek.  Nazwa "Le Meal" pochodzi ze staro francuskiego i znaczy "najlepszy", pierwszy rocznik tego wina zastał wyprodukowany w 1996r. Jak wszystkie najlepsze Hermitage od Chapoutiera nie jest ani filtrowane ani klarowane co pomaga im zachować bagactwo aromatyczne i naturalną fakturę. Le Meal powstaje z krzewów Syrah, których wiek dochodzi do 80 lat co zwykle przekłada się na intensywność i wysoki ekstrakt  wina.

Jak możecie zobaczyć na zdjeciach Le Meal 2000 wyróżnia się nieprzeźroczystym czarno-atramentowym kolorem z rubinową otoczką. Wino pachnie czerwonymi i czarnymi porzeczkami oraz czereśniami, nie wyczułem w nim jakiś egzotycznych przypraw czy akcentów, profil aromatyczny bardzo mi przypominał niektóre kalifornijskie wina z cabernet sauvignon.
Rewelacyjna koncentracja, wino jest esencjonalne z bardzo dużą ilością taniny a jednocześnie co świadczy o mistrzostwie Chapoutiera nie jest męczące, ciężki jak wiele win z gorącego południa. Budowę mimo bardzo wysokiego ekstraktu określiłbym jako średnią z idealnie dopasowaną kwasowością, która sprawia że  Le Meal 2000 jest wręcz orzeźwiające i po spróbowaniu jednego łyku ma się od razu ochotę na kolejny. Posmak jaki zostaje w ustach jest wytrawny, lekko kwaskowy i można w nim wyczuć dużą ilosć taniny. Całość jest perfekcyjnie zintegrowana a wypolerowana tanina nadaje winu luksusowej faktury.
Po około 17 latach od wyprodukowania i mniej wiecej 10 latach trzymania tego wina w temperaturze pokojowej, która w ciągu roku wachała sie od ok 21 do 26 stopni, muszę powiedzieć że dojrzało po prostu idealnie. Doskonały przykład na to, że tego typu wina jak Hermitage, Bordeaux czy wysokiej jakości kalifornijskie cabernet sauvignon można bez problemu trzymać latami w temperaturze pokojowej (powiedzmy do 26 stropni) byle w jakiś ciemnym miejscu bez bezpośredniego wystawiania butelek na słońce. Naprawdę piwnica czy lodówka przy tego typu winach nie jest konieczna aby je kilka lat bez żadnego uszczerbku dla jakości przechować w domu czy mieszkaniu. Nawet korek pomimo suchego powierza zachował się w prawie idelanym stanie.
O ile samo w sobie Le Meal 2000 sprawia olbrzymią frajdę tak prawdziwe niebo w gębie powstało gdy wypiłem je do pieczeni wieprzowej z sosem pieczeniowym. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że o ile wina z cabernet suvignon najlepiej smakują do dań z wołowiny, merlot do pieczonego drobiu tak wina z syrah najlepiej pasują do pieczonej wieprzowiny. Koniecznie kiedyś spróbujcie takiego połączenia.


Całość oceniam na 95/100pkt i było to najlepsze wino z trójki: Le Pavillon 1996, Le Meal 1997, Le Meal 2000. Niestety, obecne ceny win serii Ermitage produkowanych przez Michela Chapoutiera osiągnęły takie poziomy, że stać na nie wyłącznie milionerów.